Saturday, January 18, 2020

75 lat temu Armia Radziecka uwolniła Łódź od okupacji hitlerowskiej



Oto jak hitlerowcy zbezcześcili Plac Wolności. Skoro zdaniem skrajnej propagandy ideologicznej oraz powielających jej kłamstwa głąbów kapuścianych w pierwszych dziesięcioleciach po II wojnie światowej byliśmy pod sowiecką okupacją, to dlaczego pomnik Kościuszki wrócił na swoje miejsce na tym placu i już nikt go więcej stamtąd nie zabrał?



Łódź, podobnie jak inne miasta przemysłowe Polski Środkowej, znacznie różniła się od reszty kraju


Ten jeden z największych na świecie przed pierwszą wojną światową okręgów przemysłu włókienniczego powstał w wyniku wspólnej pracy aż czterech narodów: polskiego, niemieckiego, żydowskiego i francuskiego. Na podkreślenie zasługuje zwłaszcza wkład pracy, myśli technicznej i głębokich reform społecznych polskich Niemców. Z drugiej strony ta grupa narodowościowa, która otrzymała ogromne darowizny od polskich arystokratów i od rządu Królestwa Polskiego, przybywając na polską ziemię w większości przypadków jako nędzarze, poczuwała się do wdzięczności wobec narodu polskiego. Niemiecka grupa narodowa w tzw. kongresówce w dużej mierze stała się częścią społeczeństwa polskiego również z wielu innych przyczyn. Np. większość z nich pochodziła z Saksonii i Dolnego Śląska, gdzie wielu miejscowych mieszkańców mówiło po polsku,  czesku albo serbołużycku. Stąd też szybko powstała nadzwyczaj zgodnie działająca wspólnota przemysłowców i handlowców – Ludzie Miasta Łodzi. Na dalsze zacieśnienie wspólnoty interesów polskich i niemieckich fabrykantów oraz robotników wpłynęło to, że


Już pierwsza niemiecka okupacja, ta z lat 1914-18, dała się mocno we znaki mieszkańcom Polski Środkowej


Głód pojawił się w wielu domach z powodu braku pracy, związanego głównie z konfiskatą maszyn przemysłu włókienniczego przez okupanta. Żołnierze cesarza Wilhelma zabierali również zboże, ziemniaki, drób, bydło i świnie. Płacili za to tyle, że wystarczyło tylko na sól, zapałki i trochę paliwa do lamp naftowych. Dla niemieckich fabrykantów oraz robotników, dla niemieckich wsi nie było litości, żadnej taryfy ulgowej. Wskutek tego...


Niemiecka młodzież wzięła czynny udział w rozbrajaniu żołnierzy Rzeszy Niemieckiej – przywrócenie państwa polskiego powitano z ogromnym entuzjazmem


Polityka wewnętrzna Narodowej Demokracji , która wraz z chadecją oraz ludowcami rządziła odrodzonym państwem polskim, była dość zręczna na tym odcinku. Szkoły niemieckie przekształcono na utrakwistyczne, tzn. z dwoma językami wykładowymi. Mówiąca dotąd na wsiach narzeczami niemiecka dziatwa szkolna uczyła się literackiej niemczyzny – Hochdeutsch. W przemyśle rząd spieszył z pomocą w zakupie nowych maszyn na miejsce tych wywiezionych do Rzeszy. Łódź i Bielsko-Biała otrzymały wyłączność na szycie mundurów dla Wojska Polskiego.


Dobrych stosunków państwa polskiego z jego niemiecką mniejszością nie zepsuła Trzecia Rzesza – dokonała tego sanacja


W roku 1932 dyktator Józef Piłsudski przyjął ostatecznie kurs na przyśpieszoną, narzucaną siłą polonizację i kolonizację mniejszości narodowych. W odniesieniu do mniejszości niemieckiej przybrało to postać stopniowej, faktycznej likwidacji gimnazjów i szkół podstawowych, do których polscy Niemcy wysyłali swoje dzieci. O dwóch językach nauczania nie było już mowy. Liczbę godzin języka niemieckiego, nauczanego tam jako język obcy, w roku szkolnym 1938/9 ograniczono do czterech, co najwyżej pięciu tygodniowo. Mnóstwo złej krwi narobiły również bezustanne wstrzymywanie płac w przemyśle włókienniczym, związane z kryzysem gospodarczym, z którym reżim sanacyjny nie umiał sobie poradzić.


Mimo to, w wyniku bestialskiego bombardowania Łodzi w dniu 2 września 1939, tylko garstka miejscowych nazistów powitała wkraczający do miasta Wehrmacht


Tego dnia hitlerowska Luftwaffe zbombardowała Bałuty i Stare Miasto. Celem nalotu były kamienice czynszowe, zamieszkane przez mniejszość żydowską oraz robotników popierających Niemiecką Socjalistyczną Partię Pracy w Polsce. Następnie samoloty obniżyły lot i otworzyły ogień z broni maszynowej do polskich żołnierzy i harcerzy, spieszących z pomocą rannym i zasypanym przez gruzy.  Na skrzyżowaniach ulic: Franciszkańskiej i Marynarskiej z Wojska Polskiego płynęły rzeki krwi. Piekło na ziemi rozpętało się również w pobliżu fabryki rodziny Poznańskich (obecnie jest tam Park Staromiejski) oraz na Starym Rynku. Wśród rannych był niemiecki historyk, a zarazem kapitan Wojska Polskiego Albert Breyer. Zmarł dwa tygodnie później w szpitalu w Warszawie.


Hitlerowcy przejęli władzę nad Łodzią i nadal mordowali Polaków, Żydów i Niemców


Szczególnie wielkie oburzenie wywołało wymordowanie duchowieństwa; najpierw księży katolickich, a potem pastorów ewangelickich. Ogromna większość Ludzi Miasta Łodzi zjednoczyła się w oporze przeciwko „Germanom z Rzeszy”.


Wyzwolenie miasta nad rzeką Łódką poprzedziła ostatnia, szeroko zakrojona akcja ruchu oporu

Socjaliści, tak PPS jak wspomniana Partia Pracy (WRN-DSAP) mieli tu cały czas swoją tajną organizację. W działalności podziemia brała czynny udział niemiecka policja kryminalna, złożona przeważnie z miejscowych mieszkańców. W czasie gdy Wehrmacht wycofał się z miasta, policjanci błyskawicznie zdjęli mundury, a broń przekazali socjalistom. Nastał sądny dzień dla esesmanów, a zajmujący Łódź czerwonoarmiści dokonali dzieła ich zagłady. Co prawda gestapowcy zdążyli spalić żywcem więźniów politycznych w Radogoszczu, ale inna grupa hitlerowskich oprawców nie zdążyła uciec przed polskimi czołgami w Aleksandrowie.


Wkroczenie Armii Radzieckiej do Łodzi zakończyło zwycięstwem robotników trwającą od kilku dni bitwę o łódzkie fabryki


19 stycznia wieczorem, gdy tylko stało się jasne, że niemiecka armia i władze Kraju Warty (ziem polskich wcielonych do Rzeszy) opuściły miasto, usunięta przez okupanta na przedmieścia polska biedota rzuciła się do rabowania sklepów spożywczych i magazynów. Ze względu na to, że chodziło tu o zdobycie artykułów pierwszej potrzeby w warunkach zamętu spowodowanego przez wojnę, trudno było to uznać za poczynania wymagające ostrego przeciwdziałania.

Zupełnie inna była sytuacja wokół fabryk, gdzie wystąpiło zagrożenie rabunkiem i zdemolowaniem przez męty społeczne, których tradycyjnie w Łodzi nie brakowało. Wysłane przez władze okupacyjne ekipy robotników i techników (nie brakowało wśród nich polskich Niemców), które od kilku dni celowo pracowały jak najwolniej nad demontażem i przygotowaniem do transportu urządzeń przemysłowych, zamknęły się 20 stycznia od środka w zakładach pracy. Chcąc jakoś odeprzeć oblężenie (w wielu halach fabrycznych wybito wszystkie szyby w oknach) robotnicy wysłali delegację do komendanta miasta.

Radziecki pułkownik zezwolił na utworzenie straży robotniczej i polecił wydać jej zdobyczne karabiny powtarzalne Mauser, z którymi polscy robotnicy byli dobrze obeznani. Następne tygodnie minęły na samorzutnym organizowaniu się załóg fabrycznych, które nie zważając na mrozy wprawiały szyby w oknach i ustawiały z powrotem w halach fabrycznych uprzednio przygotowane do wywiezienia w głąb Niemiec maszyny. W wielu miejscach ramię w ramię pracowali Polacy i łódzcy Niemcy. Najbardziej aktywni okazali się pracownicy zakładów Scheiblera, Poznańskiego i Johna.


Tego dnia w nieformalnej stolicy środkowej Polski, a także rzeczywistej stolicy Rzeczypospolitej Polskiej (przez ponad dwa najbliższe lata) rozpoczęła się zupełnie nowa, lepsza era


Jako jedyne miasto przemysłowe, które nie zostało poważnie zniszczone w wyniku wojny i okupacji, Łódź zyskała (wraz z Górnym Śląskiem) strategiczne znaczenie w warunkach konieczności odbudowy innych miast oraz zapewnienia zaopatrzenia wsi w towary przemysłowe. W Łodzi zainwestowano ogromne fundusze gospodarki centralnie planowanej. W ciągu pierwszych piętnastu lat dyktatura nomenklatury ogromnie posunęła do przodu dzieło zapewnienia czystości i higieny w mieście, które było dotąd szeroko znane ze strasznego smrodu. Smrodu biorącego się z setek wiejskich ubikacji na podwórkach oraz z otwartych kanałów ściekowych. Przeprowadzono wodociągi, a na każdej ulicy pojawiła się kanalizacja.

Wybudowano ogromną ilość nowych bloków mieszkalnych: ceglanych, a od roku 1959 również wykonanych z wielkiej płyty. Powstały pierwsze domy towarowe. Radziecki komunizm, występujący zresztą w Polsce w złagodzonej postaci, w ramach której zachowano pewną część wolnego rynku, dobrze sobie radził z takimi zadaniami. W roku 1988 Łódź, licząca sobie 850 tysięcy mieszkańców (obecnie 680 tysięcy), była u szczytu rozkwitu swojego przemysłu i rzemiosła. Jak dotąd nie udało się przywrócić takiego zaludnienia ani tamtych rozmiarów produkcji.


Miasto czterech kultur nie utraciło bez reszty swojego oblicza


Przede wszystkim pozostało w nim ok. 30 procent polskich Niemców sprzed wojny. Pozbawieni swoich dawnych instytucji kulturalnych i sportowych, traktowani z początku surowo, bardzo szybko okazali się niezbędni. Przede wszystkim do uruchomienia aptek i szpitali, gdzie współpracowali z kilkoma osobami, które wyszły żywe z piekła łódzkiego getta (Litzmannstaedter Ghetto). Stojący na czele powojennej administracji Łodzi autentyczny polski, proletariacki komunista Kazimierz Mijal toczył o nich bitwę na dekrety z komendantem "polskich" obozów koncentracyjnych Salomonem Morelem. Potomkowie rosyjskich i gruzińskich urzędników państwowych nadal uczęszczali do cerkwi. Łódzki rabin wolał się nie afiszować, ale ci co go potrzebowali wiedzieli gdzie go znaleźć.


To prawda, że epoka „dyktatury ciemniaków” miała również swoje ciemne strony


To soczyste określenie pochodzi od Pawła Jasienicy – najwybitniejszego polskiego historyka. Najwybitniejszy nie znaczy jednak nieomylny. Wystarczy wziąć pod uwagę dzieje wschodnioniemieckich kolejek elektrycznych aby zrozumieć, że nie miał w tej ocenie 100% racji. Stanie nocą w kolejce po mięso, brak podstawowych dóbr powszechnego użytkowania, dziury w asfalcie i w chodnikach to tylko pewne wycinki dziejów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a nie jej przeciętny dzień powszedni. Podobnie jak kozacka nahajka nie określała warunków życia za cara.


Okres stalinowski oraz związane z nim haniebne wyczyny bezpieki


zasługuje na osobny osąd. Skoro jednak do dzisiaj nie wolno publicznie dokładnie wymienić kto stał za tymi wyczynami, to nasuwa się pytanie: pod czyją dominacją obecnie jesteśmy?



Saturday, January 11, 2020

Die ruhmreichen Tage der Journalisten in Russisch-Polen


Die Statue von Gutenberg an der Fassade des Bürohauses und jetzt auch Baudenkmals in der Petrykauer Straße (ulica Piotrkowska), wo Jan/Johann Petersilge, einer der angesehensten Lodzermenschen (Menschen der Stadt Lodz), wie sich einst die Bewohner von Lodsch (Łódź) mit Stolz nannten, gelebt und gearbeitet hat. In der Zwischenkriegszeit war in seinem Heim die Nationalpartei untergebracht, die eine ideologische Fortsetzung der Gedanken der Anhänger der organischen Arbeit und Positivisten darstellte. Der Gedanke der Nationaldemokratie wird derzeit von Jan Engelgard fortgesetzt.

Die besten Journalisten von Russisch-Polen waren aus der journalistischen Schule der hohen Arbeitsethik, des geordneten Denkens und Handelns von Petersilge hervorgegangen. Dank ihrer unermüdlichen Arbeit in den Bereichen Wirtschaft, Bildung, Kultur und Religion im Geiste des Positivismus sowie ihrer vorbildlichen bürgerlichen Haltung wurde Grundlage zur Wiedererlangung der polnischen Staatsunabhängigkeit 1918 geschaffen.

Sławomir Milejski - Praca własna. Łódź, kamienica J. Petersilgego, 1896. CC BY 3.0  File:SM Łódź Piotrkowska 86 2017 (1) ID 613240.jpg  Utworzony: 15 lipca 2017



Ein paar Worte zum Thema der epochemachenden Zeitung 


Am 6. Januar 1884 erschien die erste Ausgabe von „Dziennik Łódzki“ (Lodscher Tageblatt). Es zählte nur 4 Seiten. Im Laufe der Zeit wurde es 6 Seiten stark. Die erste Zeitung in Lodsch, die vollständig auf Polnisch veröffentlicht wurde, entstand aufgrund der Tatsache, dass die russische Teilungsmacht die weitere zweisprachige Veröffentlichung der „Gazeta Łódzka / Lodzer Zeitung“ untersagte. Im Zusammenhang damit bat der Herausgeber der "Lodzer Zeitung", Johann Petersilge, eine Gruppe seiner Journalisten, die für den polnischen Teil seiner Tageszeitung verantwortlich waren, so bald wie möglich ein polnisches Tageblatt zu gründen.


„Dziennik Łódzki” / Lodscher Tageblatt wurde dank der Unterstützung der Polendeutschen und einer Gruppe polonisierten Juden geschaffen


Die Polendeutschen, d. H. Nachkommen deutscher Siedler, die in dem sogenannten Kongreßpolen lebten, waren größtenteils polenfreundlich gesinnt. Dies lag hauptsächlich daran, dass sie frommen, an biblischen Geboten unerschüttert glaubenden Christen waren. Darüber hinaus waren sie als Plebejer von der Hochkultur des polnischen protestantischen Adels beeindruckt. Dies führte im Laufe der Zeit zu einem wachsenden Konflikt zwischen dieser Volksgruppe und dem Deutschen Reich, das vom Chauvinismus oder heidnischen Nationalismus beherrscht wurde, und zu einer immer klarer gewordenen Identifizierung mit Polen seitens der Polendeutschen. Es entstand unter ihnen die Polonisierer-Bewegung, die Polnisch in die evangelische Kirche und nach eigenem Hause einführten.


Wie geht aus dieser Anzeige hervor, wurden in Lodsch, in einer der ersten Ausgaben von "Dziennik Łódzki" Polnisch und Deutsch gleichzeitig verwendet. Viele einheimischen Deutsche beherrschten Polnisch und ein gebildeter Pole sprach gut Deutsch. Letzteres war eine gemeinsame Sprache in technischen, finanziellen, industriellen und kommerziellen Angelegenheiten. Freier Zugang - gemeinfrei

Innerhalb der jüdischen Minderheit gab es wiederum die Assimilationsbewegung, welche beeindruckt von den Errungenschaften der österreichisch-deutschen Hochkultur, die jiddische Sprache aufgab. Sie schämten sich der Stagnation ihrer eigenen Gemeinschaft, ihrer Gewohnheiten und ihrer Kleidung, die sich seit der Antike kaum verändert hatten, und versuchten diese zu modernisieren. Unter dem Einfluss von Polonisierern führten sie Polnisch in die Synagoge ein und beteten für das Wohlergehen des Landes, in dem sie lebten und ihr Lebensunterhalt verdienten. Einige Assimilationisten ließen sich taufen und nahmen die Befehle der christlichen Religion sehr ernst. Die Anderen betrachteten sich als Leute der jüdischen Glaube und polnischen Volkszugehörigkeit.


Die Lodzermenschen d. h. die Leute der Stadt Lodsch


So zu sagen; eine neue Menschenart: optimistisch, fröhlich, mit der erstaunlichen inneren Kraft erfüllt. Überzeugt, dass alles auch eine gute Seite hat, dass man doch wieder vorwärts gehen wird. Einen würdigen Ehrgeiz hatte er, der zu seinem Leitstern wurde und den er sein Leben lang nicht aus den Augen verlieren pflegte.


Wenn man beispielsweise eine Sitzung des Vorstands der Aktiengesellschaft in deutscher Sprache durchführen konnte, war es nicht erforderlich, Russisch zu sprechen, was den Partnern von polnischer Nationalität sehr gelegen kam. Ein zu diesen Zweck angeheuerter Baltendeutsche (er sprach seinerseits seit der Kindheit fließend Deutsch und Russisch) bereitete die Anträge und Begründungen vor, die erforderlich waren, um nach dem Treffen einige Genehmigungen oder Erlaubnisse von den zaristischen Behörden zu erhalten. Auf die Frage nach ihre Nationalität antwortete ein Lodscher stolz und klug zugleich: Menschen der Stadt Lodz (Lodzermenschen). Aus den Seiten der "Lodzer Zeitung". Freier Zugang - gemeinfrei


Beide Bewegungen wurden von der polnischen Gesellschaft begrüßt


Eine Gesellschaft, die auf diese Weise tatkräftige, in vielen Fällen wohlhabende und einflussreiche Verbündeten im Kampf gegen die in den Jahren 1877-1904 durch das Zarenreich vorgenommene Versuche der Entnationalisierung des Königreichs Polen, sowie der Abgetrennten Länder der polnisch-litauischen Krone (Wilna, Grodna, Brest-Litowsk, Kremenz, etc.) gewann. Bei den Polen gab damals die konservativ-liberale Strömung positiver Philosophie und organischer Arbeit den Ton an. Die positiv gesinnten, doch in ihrem Geiste frei gebliebene Bürger strebten schrittweise soziale Reformen an, erweiterten die polnische Alphabetisierung bei Arbeitern und Bauern, kämpften gegen Trunkenheit und Glücksspiele-Abhbängigkeit und zielten darauf ab, nationale Minderheiten freundschaftlicherweise zu assimilieren.


Nach 1881 es wurde klar, dass ein herzliches Einvernehmen zwischen den positiv gesinnten Bürgern, Polonisierern und Assimilationisten zustande kam


Dies war mit der Verschärfung der zaristischen Politik gegenüber der jüdischen Minderheit im russischen Reich verbunden. Juden gewannen zusätzliche Motivation, sich mit Polen zu verbrüdern; gegen dem Zarenreich. Die zaristichen Beamten sahen sich diesem herzlichen Einvernehmen jedoch größtenteils mit eher wohlwollendem Interesse zu. Erstens, weil die Positivisten und ihre Verbündeten für die Hebung des polnischen und jüdischen Volkes sowie das Aufbewahren der reinen evangelischen Glaube, ruhig arbeiten wollten ohne zu Aufständen oder sozialistischer Revolution zu greifen. Die intelligentesten russischen Polizisten und Beamten sträubten sich dagegen, den polenfeindlichen Anweisungen aus St. Petersburg Folge zu leisten.

Ihrer Meinung nach die Bevölkerung des russischen Teilungsgebiets der ehemaligen Königlichen Republik durch gemeinsame wirtschaftliche Vorteile dauerhaft an Russland gebunden sein sollte. Sie versuchten, die Ideen des Panslawismus (Einheit und Solidarität der slawischen Völker) und des Panrussismus (Mütterchen Russland hat viele Kinder und sollte sie gut behandeln, damit diese sich an es binden können) zu verbreiten. Aus ihrem Standpunkt ausgehend sollte das polnische Volk sein nationales Fortbestehen garantiert haben und gleichzeitig dank der Kenntnis der russischen Sprache sich stärken und reich machen.


Vor diesem komplizierten, paradoxen Hintergrund haben sich günstige Rahmenbedingungen für die Entwicklung der polnischen Presse, vor allem in Warschau und Lodz, in polnischer und deutscher Sprache herausgegeben, ergeben


Parallel dazu erschienen in diesen beiden Städten Zeitungen in russischer Sprache. Lassen Sie uns sie fürs Erste beiseite legen. Der tägliche, enorme Aufwand für die Einrichtung und Veröffentlichung der Tageszeitung wurde von dem Rechtsanwalt Henryk Elzenberg koordiniert. Er war der Sohn eines fortschrittlichen Rabbiners, der Gebetbücher in polnischer Sprache verfasste. Er heiratete eine Polin und trat zum Katholizismus über. Als Rechtsberater von Scheiblers Industriewerke überzeugte er deren Generaldirektor Edward Herbst, großzügige finanzielle Unterstützung bei dieser Arbeit zu leisten. Herbst war einer der am meisten bekannten Polonisierer. Neben der Druckerei des Tageblattes "Dziennik Łódzki" spendete er unter anderem einen der Altäre in der römischkatholischen Kirche der Aufrichtung des Heiligen Kreuzes.


So wurde in der ersten Ausgabe über die Aufgaben der neuen Zeitung berichtet


„Aus der Hauptstadt an der Newa begrüße ich, dass der polnische Presseorgan im Brennpunkt unserer Fabrikindustrie auftaucht, im Brennpunkt, der üblich als nicht polnisch gilt. Nachdem Sie die Schwierigkeiten, die mit unseren Beziehungen verbunden sind, bekämpft haben, werden Sie wahrscheinlich die Aufgabe haben, die nationale Industriekultur in der Bevölkerung zu fördern, um zu beweisen, dass wir einerseits zum Wohle und Ruhm des Landes arbeiten können und andererseits auf dem Höhepunkt moderner wirtschaftlicher Prinzipien stehen. die Toleranz gegenüber allen verkünden, die durch ihre Intelligenz und Arbeit zum allgemeinen Wohl des Landes beitragen. Möge Gott euch segnen!“

Ein weiteres Paradox des russischen Teilungsgebiets Polens bestand daran, dass viele polnischen Untertanen der Zaren vorübergehend und sogar dauerhaft in St. Petersburg lebten. In der Hauptstadt des Zarenreiches fühlten sie sich ausgezeichnet, und diejenigen, die dort eine Frima hatten, machten glänzende Geschäfte. In der Stadt an der Newa gab es nicht den geringsten Groll gegen Ausländer. Sie konnten so viel Polnisch sprechen wie Sie wollten, solange man Gesprächspartner hatte, die diese Sprache sprachen, ohne die geringste Bestrafung oder Verurteilung zu befürchten. Es war die russische Presse, die in St. Petersburg erschien, die versuchte, die polnischen Untertanen des Zaren in ihrem Widerstand gegen Gesetze zu unterstützen, die das Recht zum Gebrauch einheimischer Sprache einschränkten.

Daher auch hatte keine polnische oder polnisch-deutsche Zeitung nicht das geringste Problem damit, dort Mitarbeiter zu finden, die bereit waren in der Regel gut verfasste Berichte aus der russischen Hauptstadt zu schreiben. Berichte, die aus praktischen Gründen notwendig waren, damit alle Interessierten die Veränderungen in Politik und Wirtschaft des riesigen Russlands mitverfolgen und wissen, was ein riesengroßer Absatzmarkt in Russland und China braucht, wie man den chinesischen Tee kauft und zur Weichsel günstig transportiert usw. usw. Dennoch in Bezug auf ihren eigenen Hinterhof äußerte sich die Leitung des Tageblatts mit aller Deutlichkeit.

„Lodscher Tageblatt wird herausgegeben für alle, die es lesen wollen, und wenn es unbedingt darum geht, für wen unsere Zeitung veröffentlicht wird, dann fügen wir hinzu, dass es neben den Einheimischen vor allem um die Bevölkerung geht, die nicht aus diesem Land entstammt, und trotzdem bereit ist oder zumindest daran interessiert sein soll sich mit dem Land zu verschmelzen. Wir haben sogar jeden Grund zu der Annahme, dass die einheimische Bevölkerung ausländischer Herkunft unsere Publikation nicht anders versteht, weil sie in diesen Kreisen mit voller Anerkennung aufgenommen wurde.“


Man lebte unter dem Druck der Vergeltungsmaßnahmen des Russischen Zarentums für den verlorenen polnischen Nationalaufstand aus den Jahren 1863-65


Die Verwendung der polnischen Sprache im öffentlichen Raum wurde fast ausschließlich auf Kirche, Bücher, Zeitungen sowie privaten Geschäftsverkehr gesetzlich begrenzt. Der kulturelle Nationalkampf gegen die Russifizierung musste äußerst vorsichtig geführt werden. In Büchern und Zeitschriften durften Begriffe wie: polnische Nation, Freiheit, Unabhängigkeit, polnisches Vaterland und sogar: unser Land nicht verwendet werden. Hat jemand daran vergessen da konnte es ein Jahr Zuchthaus (Zwangsarbeit in Fußschellen) und zehn Jahre Verbannung nach Asien kosten. Anderseits in derartigen Fällen musste nur ein Mann dafür vor Gericht gestellt werden, und der Mann war der verantwortliche Herausgeber. Der verantwortliche Herausgeber war ein Posten, in der sich die Leute oft wechselten, weil es schwierig war so etwas nervös zu ertragen.

Trotz vieler Hindernisse und Bedrohungen haben polnische Patrioten unermüdlich für ihr Land gearbeitet


Zwar wurde Elzenbergs „Dziennik Łódzki“ (Lodscher Tageblatt) am 31. Dezember 1892 eingestellt, doch bald erschienen in der Stadt an dem Fluss Lodka andere auf Polnisch gedruckte Zeitungen. Die Journalisten der eindeutig polenfreundlichen "Neuen Lodzer Zeitung" haben ihre Arbeit tapfer unterstützt. Während dieses schweren Zeitalters in der polnischen Geschichte die Journalisten haben sich als ein Element der Ordnung, der Arbeit, des Aufbaus gezeigt, und polnische sowie polendeutsche Journalisten waren auf dem russischen TeilungsgebIet weithin respektiert. Diese Journalisten schrieben nur die Wahrheit und billigten die Unterdrückung oder Ausbeutung von Menschen durch Menschen nicht.


Wenn sie nicht die ganze Wahrheit schrieben, da wussten die Leute, dass dies an der Androhung schwerer Strafen lag: Zuchthaus und Dichtmachung von Zeitungen


Ein durchschnittlicher Journalist galt als ein überdurschnittlich ehrlicher Mann, dem zum Beispiel Geld anvertraut werden kann, um Bedürftigen zu helfen. Der Öffentlichkeit war bekannt, dass Journalisten unter schwierigen Bedingungen um Fortschritt und Entwicklung kämpften, und man eilte ihnen mit aller nur erdenklichen Hilfe.


Die Jahre 1884-1918 waren für unabhängige Journalisten des russischen Teilungsgebiets die ruhmreichen Tage gewesen

… und die „Auferstehung des Vaterlandes“ (wie die Wiederherstellung der Unabhängigkeit nach der drei Generationen langen Teilung des ganzen Landes genannt wurde) war in hohem Maße das Ergebnis ihres Fleißes. Genauso wie der Aufstieg der Freiwilligenarmee und die Rettung vor einer schrecklichen Niederlage im Jahr 1920. Erinnern wir uns an unsere tapferen und unbeugsamen Vorfahren, die Arbeitstitanen, echte Europäer! Was sie unter nicht einmal sehr schweren Bedingungen geleistet haben macht uns stolz und ist ein Wegweiser für unsere Zeit.



Zum Schluss noch einmal ein Blick auf Haus Petersilge, das Werk der polnischen Architekten, Vertreter des Jugendstils; Chelminski und Sokolowski. Übrigens ist das Haus des hervorragenden Architekten Sokolowski in der Dzika-Straße (die Wilde Straße, ulica Dzika; dort lebten einst und starben jung die Baluter Revolverhelden) erhalten geblieben, obwohl es umgebaut wurde. Ich werde wahrscheinlich ein anderes Mal darauf zurückkommen. Das Mietshaus Nr. 86 an der Petrykauer Straße (ulica Piotrkowska) ist leider ein der wenigen Beispiele für die alten Baudenkmäler in Lodsch, die in ihrem früheren Glanz restauriert wurden, obwohl es dort nicht alles gut läuft ...

Wednesday, December 25, 2019

Łódź 1884 — ogromne, bezkrwawe zwycięstwo polskich patriotów



Posąg Gutenberga na fasadzie Kamienicy pod Gutenbergiem, gdzie mieszkał i pracował Jan Petersilge, jeden z najbardziej zasłużonych Ludzi Miasta Łodzi, jak zwali się z dumą dawni łodzianie. W okresie międzywojennym w jego domu mieściło się Stronnictwo Narodowe – ideowa kontynuacja myśli organiczników i pozytywistów. Myśl narodowej demokracji kontynuuje obecnie Jan Engelgard. Z dziennikarskiej szkoły wysokiej etyki pracy, uporządkowanego myślenia i działania Petersilgego wyszli najlepsi dziennikarze Królestwa Polskiego, którzy swoją niezmordowaną pracą u podstaw i wzorową postawą obywatelską przyczynili się do odzyskania niepodległości w roku 1918.


Sławomir Milejski - Praca własna. Łódź, kamienica J. Petersilgego, 1896. CC BY 3.0 File:SM Łódź Piotrkowska 86 2017 (1) ID 613240.jpg Utworzony: 15 lipca 2017




Kilka słów na temat historycznej gazety


6 stycznia 1884 roku ukazał się pierwszy numer „Dziennika Łódzkiego”. Miał tylko 4 strony. Z biegiem czasu liczył sobie 6 stron. Pierwsza w Łodzi gazeta ukazująca się całkowicie w języku polskim powstała w wyniku tego, że zaborca rosyjski zabronił dalszego wydawania "Gazety Łódzkiej / Lodzer Zeitung" w dwóch językach. W związku z tym wydawca „Lodzer Zeitung” Jan Petersilge poprosił grupę swoich dziennikarzy, odpowiedzialnych dotąd za część polską jego dziennika, aby jak najszybciej założyli polską gazetę codzienną.




„Dziennik Łódzki” powstał dzięki poparciu polskich Niemców oraz grupy spolszczonych Żydów


Polscy Niemcy czyli potomkowie niemieckich osadników, zamieszkali na obszarze tzw. kongresówki byli w większości nastawieni propolsko. Wynikało to przede wszystkim z tego, że byli głęboko wierzącymi chrześcijanami biblijnymi. Poza tym jako plebejuszom imponowała im wysoka kultura polskiej szlachty protestanckiej. Z biegiem czasu prowadziło to do coraz większego konfliktu tej grupy ludności z Rzeszą Niemiecką, którą opanował szowinizm czyli nacjonalizm pogański i coraz bardziej jednoznacznego utożsamiania się polskich Niemców z Polską. Pojawił się ruch polonizatorów, którzy wprowadzali język polski w Kościele Ewangelickim i u siebie w domu.





Jak świadczy o tym ta reklama, zamieszczona w jednym z pierwszych numerów „Dziennika Łódzkiego”, polskiego i niemieckiego używano w Łodzi równolegle. Wielu tutejszych Niemców władało językiem polskim, a wykształcony Polak znał dobrze niemiecki. Ten ostatni był wspólnym językiem w sprawach technicznych, finansowych, a także dotyczących działalności przemysłowej i handlowej. Wolny dostęp – public domain




Z kolei w ramach mniejszości żydowskiej występował ruch asymilatorów, którzy pod wrażeniem osiągnięć wysokiej kultury austro-niemieckiej porzucali język jidysz. Wstydząc się z powodu zastoju ich własnej społeczności, jej zwyczajów i ubiorów, które niewiele się zmieniły od czasów starożytnych, dążyli do jej unowocześnienia. Z kolei pod wpływem polonizatorów wprowadzali do synagogi język polski, a do swoich nabożeństw modlitwy o pomyślność kraju, w którym żyli. Część asymilatorów przyjęła chrzest i niezwykle poważnie przyjmowała nakazy religii chrześcijańskiej. Część uważała się za Polaków wyznania mojżeszowego.




Ludzie Miasta Łodzi


Powiedzmy; nowy typ człowieka: optymistyczny, wesoły, energiczny, we wszystkim doszukujący się jakiejś dobrej strony i góry do zdobycia, niełatwo poddający się zwątpieniu, wierzący w szczęśliwą gwiazdę.


Umówienie się na prowadzenie np. zebrania zarządu spółki po niemiecku wykluczało konieczność wypowiadania się po rosyjsku, co odpowiadało wspólnikom narodowości polskiej. Zatrudniony w tym celu Niemiec bałtycki (on z kolei od dziecka władał płynnie niemieckim i rosyjskim) po zebraniu sporządzał wnioski i uzasadnienia potrzebne do uzyskania jakichś zgód lub zezwoleń od władz carskich. Na pytanie o narodowość łodzianie odpowiadali nieraz dumnie, ale wykazując zarazem spryt: Ludzie Miasta Łodzi (Lodzermenschen). Z łamów „Lodzer Zeitung”. Wolny dostęp – public domain



Oba te ruchy zostały życzliwie przyjęte przez społeczeństwo polskie


… które w ten sposób zyskało energicznych, w wielu wypadkach bogatych i wpływowych sojuszników w walce z podejmowanymi w latach 1877-1904 przez carat próbami wynarodowienia Królestwa i tzw. ziem zabranych (Wilno, Grodno, Brześć Litewski, Krzemieniec itd.). Wśród Polaków ton nadawał w tym czasie konserwatywno-liberalny nurt filozofii pozytywnej oraz pracy organicznej. Organicznicy dążyli do stopniowych reform społecznych, rozszerzenia umiejętności czytania i pisania po polsku wśród robotników i chłopów, zwalczali pijaństwo i hazard, stawiali sobie za cel asymilację mniejszości narodowych.




Po roku 1881 stało się jasne, że powstało serdeczne porozumienie organiczników, polonizatorów oraz asymilatorów


Było to związane z zaostrzeniem polityki caratu wobec mniejszości żydowskiej w Cesarstwie Rosyjskim. Żydzi zyskali dodatkową motywację do bratania się z Polakami – robić na złość ludziom caratu. Ci ostatni przyjmowali jednak owo serdeczne porozumienie przeważnie z życzliwym zainteresowaniem. Przede wszystkim ze względu na to, że organicznicy i ich sojusznicy odrzucali wszelkie przygotowania do nowego powstania, a także ruch socjalistyczny. Najbardziej inteligentni spośród rosyjskich policjantów i urzędników niechętnie stosowali się do antypolskich zarządzeń, napływających z Petersburga. Byli zdania, że ludność zaboru rosyjskiego należy związać na stałe z Rosją przy pomocy wspólnych korzyści ekonomicznych. Starali się rozpowszechniać idee panslawizmu (jedności i solidarności narodów słowiańskich) oraz panrusizmu (mateczka Rosja ma wiele dzieci i powinna je dobrze traktować, aby się do niej przywiązały). Z ich punktu widzenia naród polski powinien był trwać i zachować odrębność, a zarazem wzmacniać się i bogacić dzięki znajomości języka rosyjskiego.




Na tak skomplikowanym, pełnym paradoksów tle powstały korzystne warunki dla rozwoju – głównie w Warszawie i Łodzi – prasy polskiej wydawanej w języku polskim oraz niemieckim


Równolegle pojawiły się redagowane na miejscu, w tych dwóch miastach, gazety w języku rosyjskim. Odłóżmy je jednak na razie na bok. Okoliczności powstania gazety, która odegrała wielką rolę w życiu społecznym nieformalnej stolicy Polski Środkowej są jak najbardziej zrozumiałe na tle tamtej epoki. Codzienny, ogromny wysiłek, związany z założeniem i wydawaniem gazety codziennej koordynował mecenas Henryk Elzenberg. Był synem postępowego rabina, który tworzył modlitewniki w języku polskim. Ożenił się z Polką i przeszedł na katolicyzm. Jako radca prawny zakładów przemysłowych Scheiblera namówił ich dyrektora generalnego Edwarda Herbsta do udzielenia szczodrej pomocy finansowej w tym dziele. Herbst był jednym z najbardziej znanych polonizatorów. Prócz drukarni „Dziennika Łódzkiego” ufundował m. in. jeden z ołtarzy w kościele pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża.




Tak zaś pisano o zadaniach nowej gazety w jej pierwszym numerze


„Znad newskiej stolicy witam organ polski zaczynający wychodzić w ognisku naszego przemysłu fabrycznego, w ognisku uważanym zwykle dotąd za niepolskie. Po zwalczeniu trudności nieodłącznych od naszych stosunków, zadaniem waszym będzie zapewne krzewienie narodowej kultury przemysłowej wśród ludności krajowej w ogóle, ażeby tym sposobem dowieść, że z jednej strony umiemy pracować ku pożytkowi i chwale kraju i że z drugiej strony stoimy na wysokości nowoczesnych zasad ekonomicznych, które głoszą tolerancję dla każdego, co swoją inteligencją i pracą przyczynia się do ogólnego dobrobytu kraju. Szczęść wam Boże!"


Kolejnym paradoksem zaboru rosyjskiego było to, że wielu naszych rodaków mieszkało czasowo, a nawet na stałe w Petersburgu. W stolicy państwa carów czuli się znakomicie, a ci którzy mieli tam swoją firmę robili złote interesy. W mieście nad Newą nie odczuwało się najmniejszej niechęci wobec cudzoziemców. Można tam było mówić po polsku ile dusza zapragnie, o ile tylko ktoś miał rozmówców władających tym językiem, nie obawiając się najmniejszej kary albo nagany. To właśnie prasa rosyjska ukazująca się w Petersburgu usiłowała wesprzeć polskich poddanych cara w ich sprzeciwie wobec ustaw ograniczających prawo do posługiwania się mową ojczystą.


Stąd też żadna polska ani polsko-niemiecka gazeta nie miała najmniejszego problemu ze znalezieniem tam współpracowników, gotowych pisać z reguły znakomicie zredagowane korespondencje. Korespondencje niezbędne ze względów praktycznych, aby wszyscy zainteresowani mogli śledzić przemiany w polityce i gospodarce ogromnej Rosji i wiedzieć czego potrzebuje ogromny rynek zbytu Rosji i Chin, jak korzystnie nabyć i przewieźć nad Wisłę chińską herbatę itd. itp. Zaś odnośnie własnego podwórka szefowie „Dziennika” nie pozostawili zbyt wielu niedomówień.


„Dziennik Łódzki wychodzi dla każdego, kto go czytać zechce, a jeżeli już koniecznie chodzi o to, dla kogo mianowicie wydawane jest nasze pismo dodajemy, że obok tubylców, ma ono głównie na względzie ludność, która nie będąc rdzennie krajową, blisko jest – albo być powinna – całkowitego zespolenia się z krajem. Mamy nawet wszelkie powody mniemać, że tutejsza ludność obcego pochodzenia nie inaczej pojmuję wydawnictwo nasze, bo w tych właśnie sferach przyjęte ono było z całkowitym uznaniem.”




W okresie tzw. nocy apuchtinowskiej określanej też jako czas represji po powstaniu styczniowym


… nie wolno było używać w książkach i czasopismach takich pojęć jak: ojczyzna, naród polski, wolność, niepodległość, sprawa polska, a nawet nasz kraj. Za wydrukowanie czegoś takiego można było dostać rok katorgi (ciężkiej pracy przymusowej w kajdanach) i dziesięć lat zesłania do Azji na dodatek. Z tym, że do odpowiedzialności karnej pociągano w takim wypadku tylko jednego człowieka, którym był redaktor odpowiedzialny. Redaktor odpowiedzialny to było stanowisko, na którym ludzie dość często się zmieniali, bo coś takiego było trudno wytrzymać nerwowo.




Mimo wielu przeszkód oraz zagrożeń polscy patrioci cały czas pracowali dla naszego kraju


Co prawda „Dziennik Łódzki” Elzenberga przestał się ukazywać 31 grudnia 1892, ale już niebawem w mieście nad rzeką Łódką pojawiły się inne gazety drukowane po polsku. Dzielnie wspomagali ich dzieło dziennikarze jednoznacznie propolskiej „Neue Lodzer Zeitung” tzn. „Nowej Gazety Łódzkiej”. W tamtych czasach zawód dziennikarz nie kojarzył się nikomu z czymś złym, a pod zaborami polscy dziennikarze byli powszechnie szanowani. Ci dziennikarze pisali tylko prawdę i nie pochwalali ani ucisku ani wyzysku człowieka przez człowieka.


Jeśli nie pisali całej prawdy to ludzie wiedzieli, że dzieje się tak z powodu groźby surowych kar: katorgi i zamknięcia gazety


Przeciętny dziennikarz miał opinię człowieka nieprzeciętnie uczciwego, któremu można śmiało powierzyć np. pieniądze na pomoc potrzebującym. Społeczeństwo było świadome, że dziennikarze walczą o postęp i rozwój w trudnych warunkach i spieszyło im z wszelką możliwą pomocą. Lata 1884-1918 to były dni chwały niezależnych dziennikarzy zaboru rosyjskiego, zaś „zmartwychwstanie ojczyzny” (jak nazywano odzyskanie niepodległości po trwającym trzy pokolenia podziale całego kraju między trzech zaborców) było w znacznej mierze ich dziełem. Podobnie zresztą jak powstanie Armii Ochotniczej i ocalenie przed straszliwą klęską w roku 1920. Pamiętajmy o naszych dzielnych i wytrwałych przodkach, tytanach pracy, prawdziwych Europejczykach! Ich osiągnięcia przynoszą chlubę Polsce – twierdzy honoru i tolerancji.


Na koniec ponownie rzut oka na Dom Petersilgego – dzieło architektów: Kazimierza Pomian-Sokołowskiego i Franciszka Chełmińskiego. Tak nawiasem, zachował się dom Sokołowskiego przy ulicy Dzikiej, co prawda mocno przebudowany. Zapewne wrócę do tego innym razem. Kamienica pod numerem 86 to zarazem niestety jeden z niewielu przykładów dawnych łódzkich budynków, które przywrócono do dawnej świetności, acz niezbyt świetnie tam się dzieje…




Monday, December 16, 2019

Głód w naszym kraju – coraz to nowe punkty rozdawnictwa żywności





Miasto Łódź – nieformalna stolica Polski Środkowej, pełna jest świątecznych dekoracji mających sprawiać wrażenie powszechnego dobrobytu i zachęcić klientów do kupowania drogich prezentów. Niestety, nie wszystko złoto co się świeci. W hipermarketach częściej można zobaczyć nędzarza niż kupujących złote zegarki.

Na zdjęciu: część handlowa centrum handlowo-rozrywkowego Manufaktura. Personel tej nadzwyczaj tolerancyjnej placówki o charakterze międzynarodowym (sprzedawcy władają językiem angielskim, niemieckim lub francuskim), w przeciwieństwie do niektórych innych sieci hipermarketów, nie prześladuje i nie wypędza najuboższych. Rzecz jasna, w każdym miejscu publicznym są pewne granice, ale można je bez trudu odróżnić od polityki, której nazwa zaczyna się od litery A.



W miasteczku Zelów, którego oblicze ukształtowało wyznanie ewangelickie, przy ulicy Szkolnej stowarzyszenie dobroczynne ustawiło coś w rodzaju lodówki, do której każdy może włożyć jakieś produkty żywnościowe. Zaś potrzebujący pomocy mogą je stamtąd zabrać, aby zaspokoić głód. Jak podaje inne stowarzyszenie dobroczynne, działające w całym kraju, w Polsce są dwa miliony ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa, na pograniczu biologicznego przetrwania. Określając rzecz zwyczajnie i po prostu, w Rzeczypospolitej Polskiej, w której zdaniem rządu trwa cud gospodarczy, dwa miliony mieszkańców, nawet jeśli ma jakiś dach nad głową, to nie codziennie ma co jeść.


Trzy razy po dwa miliony – co to za równanie ekonomiczne?

Do wspomnianych dwóch milionów można dodać około dwa miliony obywateli polskich, którzy w poszukiwaniu pracy i warunków umożliwiających założenie nowej rodziny wyjechali na stałe do W. Brytanii, Irlandii i krajów skandynawskich. Trzeba też pamiętać o dwóch milionach obywateli Ukrainy, którzy zamierzają przebywać w naszym kraju co najmniej przez kilka lat, ponieważ znaleźli tu pracę, a na Ukrainie żadnej pracy dostać nie mogli.

Nie mam zamiaru opowiadać tu zagadek, więc wyjaśniam, że bieda i nędza są obecnie w Polsce udziałem głównie ludzi po 50 roku życia. Ich dzieci wyjechały na stałe do Europy Zachodniej. Tam mają swoje własne wydatki: na utrzymanie małych dzieci, na budowę domu... Nie są w stanie udzielać istotnej pomocy materialnej starym rodzicom. Zaś ci ostatni w wyniku okropności terapii szokowej i rozmyślnie wywołanego przez nią bankructwa większości polskiego przemysłu w latach dziewięćdziesiątych, musieli już uprzednio obywać się przez wiele lat bez stałej pracy.

Ci starsi ludzie w przypadku wielu z nich mogliby jeszcze pracować, ale nie ma dla nich pracy, bo Ukraińcy zgadzają się pracować za niższą płacę niż ta, którą trzeba zapewnić Polakom. Tak skończył się krótki okres, w którym w Polsce można było dostać dość dobrze płatną pracę na cały etat albo na pół etatu. Wszystko jasne?



Czy w tych warunkach pomoże tworzenie coraz to nowych punktów rozdawnictwa żywności?

To retoryczne pytanie, aczkolwiek to, że organizatorzy tej inicjatywy chcą w ten sposób pomóc najbardziej potrzebującym oczywiście zasługuje na pochwałę. Podobnie jak to, że chcą sprawić aby ludzie stosunkowo zamożni nie wyrzucali do pojemników na śmieci jedzenia, które czasami posiadają w nadmiarze, czy tez z kończącym się terminem przydatności. Jest to już trzecia inicjatywa tego rodzaju w Polsce Środkowej.


W rzeczywistości przeciętny Polak nie jest pijakiem ani narkomanem, ale człowiekiem pracowitym, na którym w dosłownie każdej sytuacji można polegać, o ile tylko jest dobrze traktowany

Głoszenie, że bezdomni i głodujący to wykolejeńcy to szukanie sobie wymówki, aby nic dla nich nie robić. Przekonali się o tym już fabrykanci, a zarazem reformatorzy społeczni z XIX wieku. Kilku z nich założyło tutaj w Polsce Środkowej coś w rodzaju republik szlacheckich, w których fabrykanci podzielili się swoim dobrobytem z robotnikami.

Uwolnieni od nędzy i obaw o przyszłość robotnicy podziękowali im za to wielką wydajnością pracy. Tych kilku fabrykantów narodowości niemieckiej, żydowskiej i francuskiej stało się królami wyrobów bawełnianych Cesarstwa Rosyjskiego. Być może znajdzie się w końcu ktoś, kto idąc za tym przykładem wykorzysta tę rezerwową armię pracy zanim jej żołnierze wymrą z głodu.



Friday, December 13, 2019

Hunger in Polen: Immer neue Tafeln mit Lebensmittelnvergabe





Die Stadt Lodsch, die informelle Hauptstadt Mittelpolens, ist voll der Weihnachtsdekorationen, die den Eindruck eines allgemeinen Wohlstands erwecken und die Kunden zum Kauf teurer Geschenke anregen sollen. Leider es ist nicht alles Gold was glänzt. In Supermärkten sieht man die armen Teufel häufiger als die Reichen beim Kauf von Golduhren.


Im Bild: Einkaufsviertel des Einkaufs- und Unterhaltungszentrums Manufaktura. Das Personal dieses äußerst toleranten internationalen Unternehmens (Verkäufer beherrschen Englisch, Deutsch oder Französisch) pirscht im Gegensatz zu einigen anderen SB-Warenhausketten nicht die Ärmsten an oder vertreibt sie. Selbstverständlich an jedem öffentlichen Platz es gibt Grenzen, diese sind aber mühelos von der Politik deren Name mit der A Buchstabe beginnt, zu unterscheiden.




In der Kleinstadt Zelow, die evangelisch geprägt ist, richtete ein gemeinnütziger Verein in der Szkolna-Straße (Schulstraße; charytatywna lodówka przy ulicy Szkolnej) eine Art Kühlschrank ein, welchen jederman mit Lebensmitteln einfüllen darf. Diejenigen, die Hilfe brauchen, können diese dann herausnehmen, um ihren Hunger zu stillen. Laut einer anderen Wohltätigkeitsorganisation, die im ganzen Land tätig ist, leben in Polen zwei Millionen Menschen unterhalb der Armutsgrenze, die um biologisches Überleben kämpfen müssen. Einfach gesagt, in der Republik Polen, in der nach Einschätzung der Regierung ein Wirtschaftswunder stattfindet, es gibt zwei Millionen Einwohner, die auch wenn sie ein Dach über dem Kopf haben, nicht jeden Tag etwas zu essen bekommen.




Drei mal zwei Millionen: Was für eine volkswirtschaftliche Gleichung ist das?

Zu diesen zwei Millionen kommen etwa zwei Millionen polnische Staatsbürger hinzu, die auf der Suche nach Arbeit und Bedingungen für die Gründung einer neuen Familie dauerhaft nach Großbritannien, Irland und in die skandinavischen Länder abgereist sind. Man sollte sich auch an zwei Millionen ukrainische Bürger erinnern, die mindestens ein paar Jahre lang in unserem Land bleiben wollen, weil sie hier eine Arbeit gefunden haben und in der Ukraine keine Arbeit bekommen konnten.

Ich habe nicht vor, ein Vorschlag zu machen, hier Rätsel zu lösen, deshalb erkläre ich, dass Armut und Elend derzeit in Polen hauptsächlich Menschen über 50 heimsuchen. Ihre Kinder zogen nach Westeuropa. Dort haben sie ihre eigenen Ausgaben: für den Unterhalt kleiner Kinder, für den Bau eines Hauses usw. Sie können zugunsten der alten Eltern keine nennenswerte materielle Hilfe leisten. Und diese Eltern mussten früher schon viele Jahre lang ohne beständigen Arbeitsplatz irgendwie ausharren, infolge der Schrecken der Schocktherapie und dem gezielt verursachten Bankrott der überwiegenden Mehrheit der polnischen Industrie in den 1990ern Jahren.

Im Fall der vielen von den noch nicht sehr alten Männern und Frauen könnten sie immer noch arbeiten, aber es gibt keine Arbeit für sie, da die Ukrainer (das ist aber kein Vorwurf gegen diese Leute, weil auch sie dazu gezwungen werden) sich einverstanden erklären, für einen niedrigeren Lohn zu arbeiten, als den, der den Polen gezahlt werden muss. Damit endete eine kurze Zeit, in der man in Polen einen ziemlich gut bezahlte Vollzeit- oder Teilzeitveschäftigung bekommen konnte. Alles klar?



Kann die Lebensmittelvergabe bei immer neuen Tafeln unter diesen Umständen helfen?

Das ist eine rhetorische Frage, obwohl die Tatsache, dass die Organisatoren dieser Initiative den Bedürftigsten auf diese Weise helfen wollen, natürlich lobenswert ist. Genau wie die Tatsache, dass sie sicherstellen wollen, dass beziehungsweise wohlhabende Menschen keine Lebensmittel in Mülleimer werfen, weil sie manchmal zu viel Essen haben oder Verfallsdatum ihrer Lebensmittel, die sie selbst nicht mehr essen wollen, bald abgelaufen wird. Dies ist die dritte Initiative dieser Art in Mittelpolen.



In der Wahrheit ist ein durchschnittlicher Pole kein Trinker oder Drogenabhängiger, sondern ein fleißiger Mann, auf den man sich in jeder Situation verlassen kann, vorausgesetzt er wird gut behandelt


Zu verkünden, dass die Obdachlosen und die Hungrigen heruntergekommene Menschen sind, heißt nach einer Ausrede zu suchen, um nichts für sie zu tun. Die Fabrikanten und zugleich Lebensreformer des 19. Jahrhunderts haben es bereits damals herausgefunden. Einige von denen gründeten hier in Mittelpolen so etwas wie königliche Republiken, wo die Fabrikbesitzer ihren Wohlstand mit den Arbeitern teilten.


Von Elend und Sorgen um die Zukunft befreit dankten die Arbeiter ihnen mit großartiger Arbeitsproduktivität. Diese wenigen Fabrikbesitzer deutscher, jüdischer und französischer Nationalität wurden zu Königen von Baumwollerzeugnissen des Russischen Kaiserreiches. Vielleicht wird es endlich jemanden geben, der dem guten Beispiel folgt und diese Reservearmee der Arbeit einsetzt, bevor ihre Soldaten verhungern.


Thursday, December 12, 2019

Hunger in Poland, but there are more food banks...







The city of Lodge (Lodz, Łódź) an informal capital of Central Poland, is full of Christmas decorations designed to give the impression of general prosperity and encourage customers to buy expensive gifts. Unfortunately, all is not gold that glitters. In supermarkets, you see the poor dirty devils more often than the rich men buying gold watches.

In the picture: shopping district of the shopping and entertainment center Manufaktura. The staff of this extremely tolerant international company (salespersons speak English, German or French), unlike some other hypermarket chains, does not stalk the poorest people or drive them out. Of course there are some limits of behaviour allowed at every public place, but these are easily distinguishable from the politics whose name begins with the A letter.


In the small town of Zelow, which is characterized by Protestantism, a non-profit organization set up a kind of refrigerator on Szkolna Street (charytatywna lodówka przy ulicy Szkolnej), which everyone can fill with food. Those who need food aid can then take it out to satisfy their hunger. According to another charity operating across the country, two million people live below the poverty line in Poland, fighting for biological survival. Briefly explained, in the Republic of Poland, where the government is assuring everybody that an economic miracle (or another Miracle on the Rhine) is taking place, there are two million inhabitants who, even if they have a roof over their heads, do not get something to eat every day.


Three times two million: What kind of economic equation is that?

In addition to these two million, there are about two million Polish citizens who have left permanently for Britain, Ireland and the Scandinavian countries in search of work and conditions for establishing a new family. We should also remember two million Ukrainian citizens who want to stay in our country for at least a few years because they have found a job here and have not been able to get a job in Ukraine. Just like that!

I do not intend to make a suggestion to solve puzzles here, so I explain that poverty and misery in Poland are currently mainly targeting people over 50 years old. Their children moved to Western Europe. There they have their own expenses: for the upkeep of small children, for the construction of a house, etc. They cannot afford any significant material help in favor of their getting old parents. And these parents already once had to endure for many years without a steady job due to the horrors of shock therapy and intentionally caused bankruptcy of the vast majority of Polish industry in the 1990s.

In the case of many of these not-so-old men and women, they could still work, but there is no work for them, as the Ukrainians agree to work for a lower wage than the one paid to the Poles (but I don't blame them, as they were also forced to do so). That ended a short period in which you could get a fairly well-paid full-time or part-time job in Poland. Some obvious facts presented...


Can food distribution help with ever new food banks under these circumstances?

That’s quite a rhetorical question, although the fact that the organizers of this initiative want to help those most in need in this way is, of course, laudable. As well as the fact that they want to make sure that wealthy people do not throw food into trashcans because they sometimes have too much food or the expiration date of their food, which they no longer want to eat, will follow soon. This is the third initiative of its kind in Central Poland.


In the reality, an average Pole is not a drinker or drug addict, but a hardworking man whom you can rely on in any situation, provided he’s treated well

To proclaim that the homeless and the hungry people are lame ducks is to look for an excuse for not to do anything for them. That‘s what some manufacturers which were at the same time social reformers of the 19th century already found out at that time. They established something like royal republics here in Central Poland, where factory owners shared their wealth with the workers.

Being liberated from misery and worries about the future, the workers thanked them with great labor productivity. These few factory owners of German, Jewish and French nationality became kings of cotton products throughout the Russian Empire. Perhaps there will finally be someone who will follow the good example and use this reserve army of work, before their soldiers starve to death.